wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział VI

* Ludmiła *

Gdy się obudziłam poczułam na sobie grubą kołdrę. Na de mną pochylały się dwie osoby. "Budzi się" szeptały. Chwile mi zajęło rozszyfrowanie twarzy, bo wzrok miałam trochę rozmazany. Była to mama i Fran. Zaraz, zaraz... co tu robi Fran?
- Co się stało? - Zapytałam oczekując odpowiedzi, ale mama tylko rzuciła się na mnie i zaczęła mnie dusić. - Mamo, nie mogę oddychać. - Wydusiłam. Spojrzałam na swój nadgarstek i sobie przypomniałam, ten ból i smutek. - Obiecujcie, że nic nikomu nie powiecie, a to już na pewno nie Violi. - Zaczęłam błagać, nie chciałam, aby się martwili. Lekko potrząsnęły głowami.
- Dobrze - Wyszeptała Fran, pewnie znała moje intencje.
- Mamo, przepraszam, to, to wszystko przeze mnie.
- Dlaczego kochanie?
- To ja ją namówiłam na kasting. - Odpowiedziałam łamiącym się głosem.
- Jaki kasting, kogo, o co chodzi? - Ojj chyba jeszcze nie wiedziała o Violettcie.
- Mamo Violetta zasłabła na próbie, upadła i miała wstrząs mózgu, będzie musiała przejść poważną operacje, nie może na razie chodzić, może mieć zaniki pamięci. - Odpowiedziałam.
- Zaraz wracam. - Powiedziała pośpiesznie i wybiegła z sali. Pewnie pobiegła do Violi, nie mam jej tego za złe, przecież ja też bardzo chciałabym, być przy niej.
- Fran... skąd ty się tutaj wzięłaś?
- Violetta poprosiła, aby Cię poszukać, przyszłam do Twojego domu pół godziny przed Tobą i Twoja mama mnie poprosiła, abym poczekała na Ciebie, nagle usłyszałyśmy twoje krzyki, otworzyłam wsuwką drzwi i wezwałam pogotowie. - Odpowiedziała szybko.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam, bo nic innego mi ślina na język nie chciała przynieść.
- Wiesz może ja też pójdę do Violi i powiem, że wszystko z Tobą dobrze i jesteś w domu. Zaraz wrócę. - Zawołała wychodząc.

*Violetta*

Spędziłam cudowny dzień z Leonem, bawiliśmy się w kalambury, śpiewaliśmy, itd. Było pięknie. Nagle do mojego pokoju wpadła mama.
- Mamo uważaj! - Strąciła kwiaty z szafki w ładnym wazonie.
- To ja może już pójdę. - Szepnął Leon i szybko wyszedł.
- Twój chłopak? - Powiedział mama siedząc już na krześle.
- Mamo!
- No dobrze, już dobrze nic nie mówię. Jak się czujesz kochanie?
- Już lepiej, nie kreci mi się, aż tak w głowie. - Odpowiedziałam z uśmiechem.

Kilka dni później. 

*Ludmiła*


Dzisiaj jetem pierwszy raz na planie. Stoję przy ścianie rękawy mam naciągnięte na ręce.
- Cześć. - Usłyszałam nagle, za mną stał Fede. - Dawno Cię nie widziałem.
- Cześć, a po co miałbyś mnie widzieć.?  - Odparłam ze spokojem.
- Lu, dlaczego tak naciągasz rękawy, coś się stało?
- Nie, nie po prostu mi zimno.
- Masz. - Dał mi swoją kurtkę. Pachniała... no.. nim . Był to najpiękniejszy zapach.
- Dzięki. - Odpowiedziałam.
- Ludmiła proszona jest na plan! - Krzyknął reżyser.
- Lu , zdejmij tą kurtkę i sweter. - Poprosił, bałam się, ale cóż mogłam zrobić? Przez cały czas, bałam się pokazać prawy nadgarstek i dlatego trochę sztywno się poruszałam. Gdy zeszłam ze sceny Fede do mnie podbiegł. Ona jako jedyny zauważył, złapał mnie za ręce i zobaczył, w jednej chwili w jego oczach zobaczyłam, strach, złość. Właśnie tego się bałam, że ktoś będzie przeze mnie cierpiał.
- Ludmiła, co, co się stało, dlaczego? Czy to ma coś wspólnego ze mną? - Szepnął, załamany.
- Fede to nie przez Ciebie, to przeze mnie.
- Lu, musimy coś z tym zrobić.
- Ale ja nie chcę nikogo w to wplątywać, nie chcę żeby ktoś przeze mnie cierpiał. - Już prawie płakałam, bo bardzo zaczęło mnie piec.
- Ludmiła, ja Ci mogę pomóc, też kiedyś to przechodziłem. - Szepnął.

--
I oto 4 rozdział,
postanowiłam nadawać tytuły rozdziałom.
Następny będzie One Part, który już mam w głowie, będzie o Fedemile.
Dzięki wszystkim i proszę o komentowanie.

Liluś ;*

3 komentarze:

  1. Wpadłam tu przypadkiem i migiem przeczytałam ♥
    Asombroso ♥ * Niesamowite *
    Pozdrawiam Marsha.
    Ps. Zapraszam na mojego bloga o Fedemile ♥
    http://my-story-fedemila.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny blog!
    Rozdział też cudowny!
    Wpadniesz do mnie?(http://realloveleonettaviluileon.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń